Teraz jest środa, 18 wrz 2019, 15:27


Top 20 wagi ciężkiej w latach 80

  • Autor
  • Wiadomość
Offline

dude

  • Posty: 339
  • Dołączył(a): piątek, 7 cze 2013, 18:04

Top 20 wagi ciężkiej w latach 80

Postniedziela, 10 kwi 2016, 10:54

Dużo się mówi o tym jak bogate w talenty wagi ciężkiej były lata 70 i 90, a o lata 80 uważa się za okres posuchy. Moim zdaniem talentów w tej dekadzie wcale nie brakowało, ale niestety cała masa utalentowanych pięściarzy z różnych powodów nie wykorzystała w pełni swojego potencjału. Był to okres kiedy na popularności zyskała kokaina i crack, a moda ta nie ominęła wielu pięściarzy wagi ciężkiej z tamtego okresu. Wielu utalentowanym pięściarzom zabrakło profesjonalnego podejścia do uprawiania sportu. Wiele dobrze zapowiadających się karier zostało złamanych jedną porażką przed czasem do czego mocno przyłożył rękę dominujący w drugiej połowie dekady Tyson. Mimo to i tak jest to moim zdaniem jedna z ciekawszych dekad w wadze ciężkiej, w której trochę zabrakło wielkich walk.

Ranking jest oczywiście subiektywny. Nie zawsze kierowałem stricte osiągnięciami. Starałem się doceniać też umiejętności i potencjał poszczególnych pięściarzy.

Zachęcam do dyskusji.

1. „Iron” Mike Tyson (37-0, 33 KO)
Układanie tego rankingu nie było łatwe, ale przynajmniej nad pierwszy miejscem nie trzeba się było specjalnie zastanawiać. W latach 80-tych niepokonany. Największa liczba cennych zwycięstw: Berbcik, Smith, Thomas, Tucker, Biggs, Holmes, Tubbs, Spinks, Bruno, Williams, do tego wszystkie bardzo wyraźnie, nie pozostawiające wątpliwości. Co do tego miejsca nie ma jak dla mnie dyskusji i bardzo się dziwię, jak w takich rankingach na pierwszym miejscu widzę Larry’ego Holmesa.

2. „Terrible” Tim Witherspoon (29-3, 19 KO)
Znakomity pięściarz o nie do końca wykorzystanym potencjale. Naturalny talent do boksu, nietypowy, niewygodny styl, dobra obrona (a’la Norton), niepozorna budowa ciała, ale silny fizycznie, solidny jab i w zasadzie brak wyraźnych słabych punktów.
Odniósł dużo wartościowych zwycięstw – pokonał aż pięciu pięściarzy z mojego top 20: Snipes, Page, Smith, Tubbs, Bruno (tylko Tyson [9] i Holmes [6] mają więcej takich zwycięstw). Do tego świetna walka z Holmesem (mimo skromnego doświadczenia), którą wypunktowałem minimalnie na korzyść Tima. W zasadzie przez całą dekadę (nie licząc wpadki ze Smithem) tylko raz został niezaprzeczalnie ograny przez swojego rywala – znakomitego i świetnie dysponowanego Pinklona Thomasa.
Niestety dał się zaskoczyć w rewanżu ze Smithem już w pierwszej rundzie, trzy razy lądował na deskach (wcześniej przez całą karierę nie zaliczył żadnego KD) i po tym pojedynku oraz konfliktach prawnych z Donem Kingiem, w wieku 29 lat, zakończyła się jego poważna kariera. Szkoda, bo w pierwszej walce ze Smithem robił z nim co chciał, nikt tak Smitha nie zdominował – maestria. Tim byłby za pewne ciekawszym rywalem dla Tysona niż „Bonecrusher”.

3. Larry „Easton Assassin” Holmes (16-3, 11 KO)
Pewnie wiele osób uzna, że umieszczenie Holmesa dopiero na trzecim miejscu jest nieporozumieniem, ale jeśli się uważnie przyjrzy jego dokonaniom w tej dekadzie, to na wyższą pozycję po prostu nie zasługuje. Nie chodzi o to, że nie przepadam za Holmesem czy go nie doceniam. Wręcz przeciwnie, uważam go za wybitną postać, która nie była odpowiednio doceniana 30 lat temu i nie jest odpowiednio doceniana teraz. To jak wyglądała jego kariera w latach 80’ nie podoba mi się jednak zupełnie. Holmes największe sukcesy odniósł w latach 70’ – Norton, Shavers x2, Weaver. Pięknych rzeczy dokonywał w latach 90’, a w latach 80’ – padaka. Lorenzo Zanon, Leroy Jones, Scott LeDeux, Lucien Rodrigues, Scott Frank – no names. Ponadto bardzo często gdy Holmes walczył z niezłymi pięściarzami to bywali oni w tamtym czasie jeszcze zieloni – np. Witherspoon (15-0), Williams (16-0) – zresztą obie wygrane wątpliwe. Holmes wygrał w tamtym okresie 16 walk, a jak się podliczy rekordy 14 z tych 16 rywali to średnio wychodzi: 18-1-1 przy czym takie asy jak Leroy Jones, Lorenzo Zanon i Scott LeDeux tą średnią mocno zawyżają. Do tego jeszcze inwalida Ali. Naprawdę można było znaleźć wtedy lepszych przeciwników. Za każdym razem gdy Holmes mierzył się z rywalem na poziomie, to miał w tych pojedynkach spore problemy czy nawet wygrywał po kontrowersyjnych werdyktach. Przypuszczam, że gdyby mierzył się z potencjalnie najmocniejszymi dostępnymi przeciwnikami, to jego seria zwycięstw zostałaby przerwana wcześniej niż na Spinksie.
Jeszcze tylko słowo o porażkach. Niektórzy (większość?) uważają, że Spinks nie zasłużył na zwycięstwo w rewanżu z Holmesem. Moim zdaniem wygrał jak najbardziej uczciwie, podobnie jak w pierwszej walce.

4. Pinklon „Pinky” Thomas (18-3-1, 14 KO)
Trochę niedoceniany i kolejny po Witherspoonie pięściarz o nieskonsumowanym potencjale. Niesamowicie twardy (ile czystych ciosów przyjął od Tysona, zanim poleciał na deski!). Był mańkutem walczącym z normalnej pozycji i dzięki temu miał znakomity lewy prosty - chyba nikt nie bił jabem tak mocno od czasu Listona - Thomas autentycznie ranił swoich rywali tym ciosem. Jednocześnie posiadał kończący cios w prawej ręce. Jego największym problemem było to, że nie potrafił utrzymać równego poziomu przez cały pojedynek i miewał przestoje.
Był moim zdaniem wyraźnie lepszy w remisowej walce z Coezeem, później odniósł dwa świetne zwycięstwa nad Witherspoonem i Weaverem. Szczególnie cenie zwycięstwo nad Timem – jedno z najbardziej wartościowych tej dekady. Thomas udowodnił jak dobry jest jego lewy prosty „autdżabując” przecież bardzo dobrego jabbera. Po tych dwóch pojedynkach Thomas wyglądał na pięściarza, który może być mistrzem na lata (to było jeszcze przed erą Tysona), wróżono mu świetlaną przyszłość, wydawało się, że może wygrać z Holmesem. Wtedy jednak zaczęły się kłopoty. Problemy z oczami, rozstanie z żoną, która była dla niego bardzo ważną podporą (między innymi wyciągnęła go z nałogu narkotykowego) rozstanie z Dundeem i w efekcie po słabej walce przegrał z tak naprawdę słabszym od siebie rywalem. Inna sprawa, że Berbick z Futchem w narożniku, walczący z ogromną determinacją (której ewidentnie zabrakało Thomasowi), stoczył pojedynek życia. Potem była walka z Tysonem, w której Thomas i tak wypadł całkiem nieźle (chyba tylko Tucker postawił mu większy opór w tamtym czasie) i walka z Holyfieldem, gdzie można było już obejrzeć kompletny wrak Thomasa – zmęczonego, starego człowieka, mimo że miał raptem 30 lat.


5. Mike „Hercules” Weaver (13-5-1, 10 KO)
Weaver to jest pewnego rodzaju fenomen. Nie miał specjalnie dobrych warunków fizycznych, nie był zbyt szybki, nie miał przesadnie dobrej techniki, obrony ani wydolności. Miał za to dobry cios i mentalność mistrza, a to wystarczyło na naprawdę duże sukcesy. O tym, że psychika była jego mocną stroną świadczy już samo to, że zaczął karierę od rekordu 6-5, był journeymanem, ale nie popadł w przeciętność tylko twardo szedł po swoje po kolejnych krzywdzących go werdyktach i w końcu dopiął swego.
Lata 80-te zaczął od złamania kariery dużo bardziej utalentowanego pięściarza niż on sam. Tate udzielał mu lekcji boksu przez prawię całą walkę, a on odłączył mu prąd jednym ciosem na jakieś pół minuty przed końcem walki - niesamowite KO. Później przegrał pierwszą połowę walki z Coetzeem w RPA, ale zaczął go z czasem przełamywać i w końcu też go dopadł. Dwa razy w różnych okolicznościach skrzywdzony przez sędziów w pojedynkach z Dokesem (skandaliczne przerwanie i niesłuszny remis). Później występował ze zmiennym szczęściem: porażki z Thomasem, Smithem, bardzo wyrównana walka z Ruddockiem, wcześniej jeszcze cenne zwycięstwo nad Carlem Williamsem.

6. Michael „Jinx” Spinks (4-1, 2 KO)
Ocena Spinksa jest bardzo trudna. Jego kariera w wadze ciężkiej była krótka, ale za to bardzo efektowna. Nie zgadzam się z opiniami osób, które deprecjonują wartość zwycięstw nad Holmesem. „Spinks nie zasłużył na wygraną w drugiej walce” – moim zdaniem wygrał uczciwie. „Holmes był stary” – 36 letni Holmes może nie był w formie życia, ale 36 lat w wadze ciężkiej to znowu nie tak dużo, ponadto Holmes jest przykładem pięściarza, który starzał się powoli i długo utrzymywał dobrą formę. Biorąc pod uwagę, że 6 lat później wygrał z Mercerem i toczył wyrównany pojedynek z prime Holyfieldem, a 10 lat później w wieku 46 lat z ówczesnym mistrzem świata - Oliverem McCallem (moim zdaniem Holmes powinien to wygrać), to tym bardziej należy docenić zwycięstwa nad 36 letnim Holmesem. Larry miał rekord 48-0, 20 obron tytułu mistrza świata, a przyszedł koleś prosto z półciężkiej, wygrał z nim i to 2 razy.
Dwa pozostałe zwycięstwa nie wnoszą jednak dużo do jego resume. Z Cooneya zostały jedynie pomyje.

7. James „Bonecrusher” Smith (22-8-1, 17 KO)
Smith zaliczył pokaźną liczbę porażek, ale mierzył się z całą masą dobrych pięściarzy. W jego słowniku nie było takiego zwrotu jak walka na przetarcie. Brał jedną trudną walkę za drugą (także na wyjazdach) i sprawił parę niespodzianek odnosząc kilka niezwykle cennych zwycięstw. Szalenie niebezpieczny pięściarz, który mógł znokautować każdego. Holmes kontrolował większość rund, ale parę razy przeszedł przez piekło i był wyraźnie ranny. Stary już Smith był o krok od zastopowania Ruddocka. Lista skalpów i tak jest imponująca – przede wszystkim: Bruno (w UK), Weaver i Witherspoon. Wspomnieć można też o Fergusonie, Ribalcie i Beyu, którzy swojego czasu byli uważani za poważnych graczy. Niektóre z porażek niezasłużone – werdykty w pojedynkach z Adilsonem Rodriquesem (podobno – nie znalazłem) i Marvisem Frazierem to ewidentne przekręty.
Dobre warunki fizyczne, twardy jak podeszwa buta i kowadło w łapie. Kawał fightera.

8. Tony „TNT” Tucker (35-1, 30 KO)
Gdyby brać pod uwagę same osiągnięcia to Tucker nie miałby miejsca w pierwszej dziesiątce. Tony miał piękny rekord, ale tak naprawdę tylko dwóch klasowych rywali – „Bustera” Douglasa i Mike’a Tysona. Oboma tymi występami zaimponował mi jednak na tyle, że znalazł się tak wysoko. Bardzo cenie Bustera Douglasa jako pięściarza, przypuszczam że dużo bardziej niż większość kibiców(o tym więcej niżej)i zwycięstwo przed czasem nad dobrze dysponowanym Busterem jest w moich oczach niezwykle wartościowe. W przegranej walce z prime Tysonem Tucker potwierdził jak dobrym jest pięściarzem – nikt inny nie postawił Iron Mike’owi tak twardych warunków w jego najlepszym okresie, a to wszystko ze złamaną ręką. Znakomite warunki fizyczne, przy tym świetnie poruszał się po ringu, szybki, dobra obrona, duży repertuar ciosów: dobry jab, upercutty, bolo punche. Klasowy pięściarz. Niestety wiecznie zmagał się z kontuzjami, a po Tysonie poszedł w tango, narkotyki i stał się jednym z wielu utalentowanych pięściarzy tego okresu, który zmarnował swój talent.

9. Trevor Berbick (22-6, 14 KO)
Przyznam szczerze, że specjalnie Berbicka nie cenię. Waga ciężka lat 80-tych była bogata w talenty, ale Berbick zbyt wiele talentu nie miał. Osiągnięcia na papierze miał jednak niezłe, przy czym miał też sporo szczęścia do rywali z promocji. Zaczęło się od Tate’a, który był już skończony po Weaverze, a jeśli nawet to nie Weaver go skończył, to za pewne skończyła go kokaina. Wygrał z Pagem, ale był to najsłabszy Page jakiego widziałem. Page twierdził, że to przez złamanie kciuka w drugiej rundzie, moim zdaniem mógł to być efekt tego, że nagle postanowił, że zacznie się dobrze prowadzić i w ciągu niecałego miesiąca schudł do tej walki 8 funtów tuż przed samym pojedynkiem, bo miał tylko miesiąc na przygotowanie – takie rzeczy często źle się odbijają na formie. Trzecie cenne zwycięstwo Berbicka nad Thomasem i znowu rywal na promocji. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Berbick zawalczył tam bardzo dobrze, z ogromną determinacją i stoczył chyba najlepszy pojedynek w swojej karierze.
Wyraźna porażka z Holmesem (ale miał swoje momenty), przegrał też z Tysonem, Douglasem, Snipesem, Williamsem i w strasznie dziwnych okolicznościach z mistrzem cruiser – S.T Gordonem.

10. Tony „TNT” Tubbs (27-2, 16 KO)
Jak to powiedział Larry Merchant: „Tubbs nosi pseudonim TNT i z całą pewnością nie jest to skrót od: Totally Nuts for Training”. Jeden z kilku talentów z tej listy zmarnowanych przez brak profesjonalnego podejścia do uprawiania boksu i kokainę. W pierwszej obronie tytułu mistrza świata – przeciwko Witherspoonowi ważył 15 funtów więcej niż wtedy kiedy ten tytuł wywalczył. W pojedynkach ze Smithem i Pagem udowodnił, że jest pięściarzem z najwyższej półki. Chyba najszybsze ręce w wadze ciężkiej w tamtym okresie, dobry bodypuncher, świetny balans ciałem, bardzo „slick”.
Walka z Tysonem wydaje mi się, trochę dla niego pechowa. Tubbs miał pomysł na ten pojedynek, pierwszą rundę przeboksował bardzo mądrze. W drugiej wyglądało to gorzej, ale przypuszczam, że gdyby nie nadział się na ten cios, to mógłby sprawić Tysonowi trochę problemów.
Swój duży potencjał potwierdził na początku następnej dekady w pojedynku z młodym Riddickiem Bowem, z którym przegrał raczej niezasłużenie.

11. James „Buster” Douglas (29-4-1, 19 KO)
Oczywiście najważniejszy moment w karierze Douglasa nastąpił w następnej dekadzie. Zwycięstwo Bustera nad Tysonem było jego największym sukcesem, ale paradoksalnie jednocześnie jest powodem tego, że nie jest odpowiednio doceniany przez kibiców, bo w opinii większości, był to przeciętny pięściarz, który wygrał tylko dlatego, że Tyson był już wtedy cieniem samego siebie. Jednak to nie jest do końca tak. Tyson rzeczywiście jak na siebie był wtedy słaby, ale i tak wydaje mi się, że mało kto mógłby go wtedy pokonać. Na tamtą chwilę poza Douglasem pewnie jeszcze Holyfield i tyle. „Buster” to był kawał pięściarza i udowodnił to już pod koniec lat 80-tych. Początki miał słabe i wyglądało na to, że to będzie taki drugi Greg Page – ma talent, możliwości, ale jest leniem. Douglas często wychodził do ringu słabo przygotowany, zalany tłuszczem – po prostu bez formy. To zaczęło się jednak zmieniać właśnie od walki ze wspomnianym Pagem. Douglas zaczął poważniej traktować swoją karierę i w ringu prezentował się znakomicie. Z rewelacyjnym Tuckerem jeszcze przegrał, mimo że według mnie prowadził na punkty, ale zabrakło kondycji. Potem było już tylko lepiej – z Berbickiem robił co chciał, z młodym Oliverem McCallem bawił się boksem.
Łatwość wyprowadzania ciosów i składania ich w kombinacje, bogaty repertuar ciosów, świetny, szybki, sztywny jab, dobre uppercuty. Bardzo lubie oglądać jego walki,

12. Greg Page (23-8, 16 KO)
Kolejny pięściarz, który nie wykorzystał w pełni swoich możliwości. Page nie przykładał się do treningów, nie trzymał diety, zazwyczaj wychodził do ringu z dużą nadwagą, podobno też sam wiedział wszystko najlepiej i nie słuchał się trenerów, a co chyba najgorsze – miał słabość do cracku. Szkoda, bo pięściarzem był dobrym, a jak na takie podejście i tak osiągnął całkiem sporo.
Największym jego sukcesem był nokaut na Coezeem, który dał mu tytuł mistrza świata. Poza tym niezłe zwycięstwo nad Snipesem i wyrównane walki z Witherspoonem oraz Tubbsem - kto wie czy tym czego zabrakło do zwycięstw w takich pojedynkach nie było po prostu profesjonalne podejście do uprawiania boksu?
Bardzo szybkie ręce, dobra praca nóg, szczęka, fajny balans ciałem, odchylenia, kontry po unikach… Ale niestety leń.

13. Evander „Real Deal” Holyfield (5-0, 5 KO)
Holyfield stoczył zbyt mało walk w wadze ciężkiej w latach 80’ by dać mu wyższe miejsce. Tillis był zawsze przeciętny, a gdy walczył z Holym był już zwykłym journeymanem. Thomas był już wrakiem. Świetna wojna z Dokesem, ale biorąc pod uwagę, że Dokes wrócił po odwykach i że rok później Ruddock znokautował go w 4. rundzie, to nie jestem pewien czy „Holy” powinien być specjalnie dumny z tego jak wyglądał ten pojedynek. Do tego jeszcze efektowny nokaut na brazylisjkim local hero - Adilsonie Rodriguesie i zielony Alex Stewart, który notabene też trochę napsuł krwi Holyfieldowi.
Mimo wszystko Evander wyglądał w ringu rzeczywiście jak „Real Deal”, ale z drugiej strony ciężko było mu wróżyć taką piękną karierę, która w kolejnych latach stała się faktem.

14. Gerrie „The Bionic Hand” Coetzee (8-5-1, 6 KO)
Zazwyczaj widziałem go w takich rankingach wyżej, ale szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem za co. Coetzee powinien mieć alias „The disappointment”, bo prawie za każdym razem kiedy miał udowodnić, że prezentuje mistrzowski poziom, zawodził (z jednym, jedynym wyjątkiem). Za grubą kasę ściągali mu do RPA mistrzów świata – najpierw Tate’a, potem Weaver, a on przegrywał. Absolutnie nie zasłużył na remis z Thomasem. Na całe szczęście dla jego resume wygrał z Dokesem, który podobno przygotowywał się do tej walki na kokainie i Jacku Danielsie (znając historię Dokesa i biorąc pod uwagę to, że rzeczywiście wyglądał w tej walce słabo , wypada w to wierzyć). Gdyby nie ta jedna wygrana to jego największymi sukcesami w karierze byłaby kontrowersyjna porażka ze Snipesem i niezasłużony remis z Thomasem. Potem jednak wszystko wróciło do normy – obrona tytułu w RPA i baty od Grega Page, na koniec demolka z rąk Bruno.
Generalnie Coetzee był niezłym pięściarzem, ale chyba przede wszystkim zawodziła go psychika i kondycja. Nie można być mistrzem świata, a przynajmniej niezbyt długo, będąc jednocześnie pięściarzem 8-rundowym.

15. Carl „The Truth” Williams (22-3, 17 KO)
Kawał pięściarza. Świetny warunki fizyczne (85 inczy zasięgu – tyle co Fury i Wałujew!) i znakomity, szybki jab. Miał jednak jedną zasadniczą wadą – tendencję do opuszczania rąk przy wyprowadzaniu ciosów przez co często nadziewał się na kontry. Już z Tillisem był bliski porażki przed czasem po kontrującym prawym nad opuszczoną ręką. Weaver i Tyson załatwili go lewy sierpowym, nad opuszczoną prawą ręką, w momencie gdy wyprowadzał lewy prosty. Gdyby nie ten nawyk mógłby osiągnąć dużo więcej, bo naprawdę potrafił boksować.
Przede wszystkim świetna walka z Holmesem. Larry jest uważany za jednego z najlepszych jabberów w historii wagi ciężkiej, tymczasem Williams w pojedynku na lewe proste Holmesa zdeklasował. Zresztą zdominował Holmesa w pierwszej połowie walki jak nikt wcześniej. Wtedy jednak Larry pokazał dlaczego jest mistrzem tak długo, co raz częściej trafiał prawym nad lewą ręką Williamsa, strasznie obijał doły (coś z czego nie był znany) i nieznacznie przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Spokojnie można to było jednak punktować w drugą stronę. Trochę szkoda, bo Williams był o krok od przejścia do historii, a teraz jest zupełnie zapomnianym pięściarzem.
Poza Holmesem jeszcze dobra walka z Berbickiem, która otworzyła mu drogę do walki z Tysonem. Po Tysonie, podobnie jak w przypadku paru innych rywali Iron Mike’a, w krótkim czasie stał się joruneymanem.

16. Michael „Dynamite” Dokes (26-2-2, 20 KO)
Dokes (tudzież Dopes) tak naprawdę odniósł jedno cenne zwycięstwo, do tego dosyć kontrowersyjne – nad Mike’iem Weaverem. Moim zdaniem zatrzymanie było skandaliczne, a szansa na to, że Weaver, który był slow starterem, przetrwałby tą pierwszą rundę i wygrał całą walkę, były spore. Co więcej, uważam też, że Weaver powinien wygrać rewanż.
Mam do Dokesa duży szacunek za to, że wyrwał się z nałogu i stoczył po tym kapitalną walkę z Holyfieldem – jedna z najlepszych walk tamtej dekady. Mógł osiągnąć więcej, gdyby nie nałogi, ale wielkim mistrzem i tak by nie został.

17. Gerry „Gentleman”Cooney (6-2, 6 KO)
Jeszcze jeden pięściarz o niewykorzystanym potencjale. Świetne warunki fizyczne, mocny cios, znakomite body punche – chyba najlepsze w tamtym okresie, zabójczy lewy podbródkowy i lewy sierp.
Przed Holmesem dobre zwycięstwo nad Youngiem i dwie efektowne demolki na dobrych nazwiskach – Lyle i Norton, tyle że z nich niewiele już wtedy zostało. Z Holmesem dał rewelacyjną walkę, ale niestety wyszedł brak doświadczenia Cooneya, który nigdy wcześniej nie musiał toczyć zaciętego pojedynku i nie przeboksował więcej niż 8 rund - brakowało ringowe cwaniactwa, umiejętność przytrzymania, klinczowania, gdy był ranny. Głupotą było też czekanie 13 miesięcy na walkę z Holmesem – trzeba było podtrzymywać aktywność i wykorzystać ten czas na zbieranie doświadczenia. Po Holmesie depresja, kokaina, rzadkie występy i mimo zwycięstw był już jako zawodnik topu skończony. Spinks postawił tylko kropkę nad „i”.

18. Renaldo „Mr. Snipes” Snipes (26-7-1, 15 KO)
Solidny pięściarz, który zasłynął głównie tym, że posłał na deski i wyraźnie zranił Larry’ego Holmesa. W całej walce jednak wyraźnie słabszy. Wygrana z Berbickiem i niezasłużone zwycięstwo nad Coetzeem to jego największe sukcesy. Poza tym bardzo dobra walka z zielonym Timem Witherspoonem.

19. Frank Bruno (32-3, 31 KO)
To że taki pięściarz jak Bruno tak naprawdę nie był w stanie w ogóle zaistnieć w wadze ciężkiej lat 80-tych jest jednym z dowodów na to, jak mocna była ta kategoria. Bruno miał niezłe umiejętności, dobre warunki fizyczne, bardzo mocny cios, zawsze ciężko trenował, zawsze był dobrze przygotowany, był sensownie prowadzony przez swoich promotorów, dostawał duże walki na swoim terenie, ale z czołówką przegrywał. Ze Smithem prowadził wyraźnie, ale dał się zaskoczyć w ostatniej rundzie. Z Witherspoonem toczył wyrównany bój, ale Amerykanin zaczął go przełamywać od bodajże 7. rundy i w końcu go zastopował. No i walka z Tysonem, w której Bruno miał swoje momenty, głównie dlatego, że Tyson po zmianach w swoim teamie, walczył wyraźnie gorzej niż wcześniej. Tak naprawdę największym sukcesem Bruno było znokautowanie Coetzee w pierwszej rundzie, ale ten był już wtedy raczej skończony. Poza tym kilka rozpoznawalnych nazwisk, ale nikogo z czołówki.

20. Donovan „Razor” Ruddock (22-1-1, 15 KO)
Ruddock jest moim zdaniem pięściarzem powszechnie przecenianym. Przereklamował się walkami ze słabym Tysonem i efektownym nokaucie na Dokesie na początku następnej dekady. W latach 80-tych stoczył niewiele istotnych pojedynków i wypadał w nich raczej średnio. Z past prime Weaverem stoczył w zasadzie remisowy pojedynek i przeszedł w nim bardzo trudne momenty. Past prime Smith go prawie znokautował – uratowało go to, czym imponował także później – serce do walki i ponad przeciętne recovery skills. W swoich walkach objawiały się jego słabości – często walczył głupio, podpalał się i otwierał, dawał sporo okazji do kontr, na które zresztą nierzadko się nadziewał. Talent fizyczny, motoryczny, mocny cios – szczególnie lewy sierp, ale bokser tylko niezły.
Hype, który towarzyszył mu na początku lat 90-tych jest dla mnie nie do końca zrozumiały. Zabawne jest to, że Douglas był uważany za słabszego rywala dla Tysona niż Ruddock. „Buster” był pięściarzem o klasę lepszym niż „Razor”.
Offline

Kuba

  • Posty: 100
  • Dołączył(a): piątek, 28 cze 2013, 11:43

Re: Top 20 wagi ciężkiej w latach 80

Postniedziela, 10 kwi 2016, 14:37

wooow, jestem pod wrażeniem. Chętnie bym podyskutował ale zwyczajnie za cienki jestem w uszach. Mnóstwa walk o których pisałeś nie widziałem. Szczerze mówiąc to też nie sądziłem że można Holmesa dać na najniższy stopień podium i wstawic na drugie Whitearspoona, Dotąd w takich klasyfikacjach zawsze dwa pierwsze miejsca wydawały sie oczyswiste, jedyna dyskusja dotyczyła kolejności... Zgadzam sie że Whitearspoon to bokser lepszy niż jego dokonania ( rzeczywiście jest to charakterystyczne dla większości czołowych cieżkich lat 80-tych) Trochę psuje jego opinię druga walka ze Smithem, widać było że James pomny doświadczeń z pierwszej walki postawił wszystko na jedną kartę, zaryzykował i wygrał z Timem deprymując go gwałtownym atakiem i potęznymi sierpami z obu rąk. NIe wyobrażam sobie aby mogło mu się to udać z Holmesem, nawet tym past prime. Co do Larrego to jego kariera przebiegała dosyć modelowo, z roku na rok dość wyraźnie tracił na formie zdradzając oznaki wypalenia zawodowego bo jego styl był raczej długowieczny mimo iż praca nóg była jednym z jego atutów. Po przerwach w przed i po Tysonie jakby odzyskał troche świeżości i np z Holym nie było widać takich oznak zdezelowania jakich mozno sie było spodziewać patrząc jak był poniewierany przez MIke Tysona. Dla mnie mimo wszystko mocny nr 2 tamtego okresu chociaż masz ciekawy pogląd na tą kwestię i dobre argumenty.
Generalnie rok 90 zalicza się do lat 80 i to powinno zmienić troszkę cała klasyfikacje. Douglas odniósł oszałamiajace zwyciestwo nad MIkem Tysonem, końcowa akcja to jedno z najlepszych ko jakie oglądałem w tej kategorii - kapitalna seria, rytm ciosów i ich moc. Z drugiej strony łatwy pogrom Douglasa przez Holego, który z kolei zupełnie nie przypominał boksera z Tokio. MOżna by jeszcze uwzględnić Big Georga.
Offline

dude

  • Posty: 339
  • Dołączył(a): piątek, 7 cze 2013, 18:04

Re: Top 20 wagi ciężkiej w latach 80

Postniedziela, 10 kwi 2016, 15:07

Cześć Kuba.

Nie masz racji z tymi dekadami. Już dyskutowaliśmy na ten temat kiedyś na boxing.pl. Z dekadami nie jest tak jak z wiekami, że rok 2000 to jeszcze XIX wiek. Dekada liczy się od 1980 do końca 1989. Na 100% ;)

Zdaję sobie sprawę z tego, że umieszczenie Witherspoona nad Holmesem może wydawać się dosyć kontrowersyjne, ale jeśli się to przeanalizuje to odnieśli podobną liczbę cennych zwycięstw, a w bezpośrednim starciu moim zdaniem lepszy był Tim. Stąd tak to u mnie wygląda, ale przyjmuje ze zrozumieniem umieszczanie Holmesa na drugim miejscu.

Nad Foremanem się zastanawiałem, ale jego najcenniejsze zwycięstwo w tej dekadzie to był chyba Bert Cooper. Qawi i Williamson to nie byli ciężcy. Za mało.

Od dłuższego czasu chodziło mi po głowie zrobienie takiego rankingu, ale trochę czasu zajęło mi uzupełnianie wiedzy. Trochę pojedynku trzeba było jednak obejrzeć, żeby zrobić to rzetelnie.
Offline

Kuba

  • Posty: 100
  • Dołączył(a): piątek, 28 cze 2013, 11:43

Re: Top 20 wagi ciężkiej w latach 80

Postponiedziałek, 11 kwi 2016, 07:38

Masz racje Tomek, zapomniałem o tych dekadach. To jednak tylko utwierdza mnie w przekonaniu że Larry powinien mieć to 2 miejsce. Bardzo chętnie poczytałbym o latach 90 i 00, tutaj miałbym pewnie więcej do powiedzenia :)

Powrót do Z cygarem o boksie



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość