Teraz jest sobota, 21 wrz 2019, 00:26


Bernard Hopkins - komentarz do kariery

  • Autor
  • Wiadomość
Offline

Red Skull

Moderator

  • Posty: 286
  • Dołączył(a): środa, 5 cze 2013, 19:37

Bernard Hopkins - komentarz do kariery

Postpiątek, 15 kwi 2016, 19:44

Tekst pojawił się na dawnym forum (już nie pamiętam nazwy), postanowiłem go wrzucić ponownie w niezmienionej formie.Temat postaram się kontynuować oczywiście zapraszam do dyskusji.

Oczywiście linki mogą być już nieaktywne.

1 maja 1990 r. Rochester, New York, USA. Bernard Hopkins (3-1, 3 KO) vs Jouvin Marcado (1-1, 1 KO) W TKO 2 - Pierwsza transmitowana walka Hopkinsa w telewizji, ESPN. Po raz pierwszy również Michael Buffer anonsował B-Hopa, z którym do dziś łączą go przyjacielskie stosunki Zawody bez większej historii, Bernard agresywny, bije wyłącznie w kombinacjach, uderza na korpus ale głównie jego celem jest głowa rywala, wkłada dużo siły. Ewidentnie poluje na nokaut, co jest zrozumiałe skoro po raz pierwszy daje poznać się szerszej publiczności za pomocą znanego kanału telewizji sportowej. Mercado w pierwszej rundzie ratuje gong. W drugiej również nie ma nic do powiedzenia i walka kończy się przed czasem. Hopkins o walce dowiedział się na kilka godzin przed wejściem na ring. Mercado 10 miesięcy później zmierzył się z obiecującym pięściarzem Davidem Telesco, który skończył jako średniak w mocnej wagi (obiecnie journayman) i przegrał przed czasem w rundzie trzeciej, co zakończyło jego przygodę z boksem zawodowym;

7 lipca 1991 r. Filadelfia, Pensylwania, USA. Bernard Hopkins (11-1, 8 KO) vs Danny Mitchell (7-16-1, 2 KO) - W KO 1 - Transmisja na podwórku Hopkinsa. Mitchell wyglądał na fizycznie silnego, zaczął również ambitniej niż Marcado i udało mu się zaskoczyć Hopkinsa lewym sierpowym, a nawet kombinacją lewy+prawy. Zaraz po niej został jednak skumulowany uderzeniami B-Hopa przy linach co odebrało mu chęć do walki. Co prawda wskazywał na kontuzję lewego barku ale dopiero po jakimś czasie od zakończenia rundy i po tym jak... zamaszystym ruchem rąk wskazał sędziemu, że nie chce dalej walczyć. Podczas transmisji trener Hopkinsa wypowiadał się na temat planu jaki mają na walkę, mianowicie Bernard ma pozostawiać aktywny, swój boks opierać na kondycji, bić kombinacje nie wkładając zbyt wiele siły w pojedyncze ciosy. Mitchell balansował na granicy journayman/bum, którą przekroczył w dalszej części swojej "kariery". Do czasu zakontraktowania walki z B-Hopem wygrał tylko raz zawodnikiem o dodatnim rekordzie, w swojej pierwszej walce.

31 stycznia 1992 r. Filadelfia, Pensylwania, USA. Bernard Hopkins (15-1, 12 KO) vs Dennis Milton (16-3-1, 5 KO). W TKO 4 - W cyferkach to miał być pierwszy poważny sprawdzian dla Hopkinsa. Prawda jednak była taka, że ktoś chyba już machnął ręką na "Magika", bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że zaledwie 4 miesiące od ciężkiego nokautu z rąk znanego zwierzaka-dewastatora Juliana Jacksona, Milton wychodzi do ringu walczyć z Hopkinsem, który w tym czasie miał KO ratio wynoszące 75% i był uważany za punchera? Dennis Milton miał swoje chwile w karierze, gdzie wyglądał obiecująco ale z B-Hopem to nie był żaden wartościowy pięściarz. Zresztą jego szczęka prawdopodobnie była szklana i już wcześniej rozbita. Eddie Mustafa nie mógł zrobić nic więcej jak poddać swojego zawodnika, który, na domiar złego, doznał poważnego rozcięcia nad okiem w wyniku zderzenia głowami. PS. Prawdopodobnie debiut kaptura katowskiego, który stał się w późniejszym czasie atrybutem Hopkinsa.

Jackson nokautuje Miltona w pierwszej rundzie - klik

3 kwietnia 1992 r. Trump Plaza Hotel, New Jersey, Atlantic City, USA. Bernard Hopkins (16-1, 13 KO) vs Randy Smith (24-23-1, 13 KO) W UD 10 - Smith dosyć silny, nigdy nie przegrał przed czasem. Niemniej jednak swoje już zebrał, a wychodził do ringu walczyć z zawodnikami z czołówki jak McCallum czy też utalentowanych prospectów jak Nunn. Co tu dużo mówić, kolejne doświadczenie B-Hopa na dystansie 12 rund z twardym, cwanym journaymanem, który za wszelką cenę sprowadzał walkę do półdystansu zapewne licząc, że tam krótkie sierpy Hopkinsa nie będą tak ranić, inna sprawa, że na dystansie czy środku ringu nie miał prawa często trafiać Hopkinsa, nie to oko, nie ta szybkość. Pokaz boksu Bernarda pt. jak bić twardego journaymana. Należy również podkreślić niezłą kondycję Smitha mimo wielu przejść i niemłodego wieku.

28 sierpnia 1992 r. Trump Plaza Hotel, Atlantic City, New Jersey, USA, Bernard Hopkins (18-1, 13 KO) vs James Stokes (13-4-0, 8 KO) W KO 1 - Stokes bardziej nadawał by się do stand-upu niż do boksu. Co tu dużo mówić, poległ tak szybko, bo bił wolniej i słabiej od Hopkinsa, a poszedł z nim Katem na wymiany. Każdy, kto potrafił boksować wycierał sobie nim podłogę w tym tacy "puncherzy" jak Winky Wright. Być może był to świadomy wybór teamu B-Hopa po dwóch z rzędu pojedynkach na pełnym dystansie. Trzy lewe uppercuty pod rząd i po gościu.

4 grudnia 1992 r. Merv Griffin's Resorts, Atlantic City, New Jersey, USA, Bernard Hopkins (20-1, 13 KO) vs Wayne Powell (30-3-2, 20 KO) W TKO 1 - Powell swoje średniackie sukcesy odnosił w 154, w dodatku wszystkie porażki odnosił przed czasem. Bernard będącym wówczas dużym 160, graniczącym ze 168 (a to był przecież sam mięsień) szybko wchodził w walkę i zdecydowanie potrafił robić krzywdę. Zwłaszcza tym genialnym prawym hakiem bitym nad lewą ręką rywala, którym rozbił Wayne'a. Polecam dla tych, którzy nie wyobrażają sobie jak można nie widzieć ciosu. Ten "left hook" B-Hop potrafił wyprowadzić tak zwinnie i szybko, że oglądając nawet walkę z DVD odnosi się wrażenie, że jest to uderzenie znikąd. Pierwszy pasek w karierze, mistrz USA w 160 (USBA). 3 walki od sierpnia, łączny czas ich trwania - 2,17 min.

16 lutego 1993, McNichols Sports Arena, Denver, Colorado, USA, Bernard Hopkins (21-1, 14 KO) vs Gilbert Baptist (26-14, 11 KO) W UD 12 - Walka o prawo do pojedynku z Royem Jonesem o wakujący tytuł po Jamesie Toneyu, który przeszedł do 168. Gilbert to był twardy zawodnik ale journayman, zresztą po kilku dobrych bitkach. Jego styl polegał na biciu częstych kombinacji na korpus, kończąc uderzeniem na głowę, walce w półdystansie i dobrej kondycji. Moim zdaniem B-Hop w tym pojedynku nie wypadł najlepiej, mimo, że oczywiście wygrał wyraźnie to wdawał się w bójki i dał się podłączyć (7 albo 8 runda) journaymanowi, w dodatku z kategorii do 154. Hopkins był duży jak na 160 o czym pisałem wcześniej, ile znaczył Baptist w rzeczywistości pokazał Gerald McClellan, warunki Hopkinsa, natomiast cios już punchera. A jeszcze wcześniej Lamar Parks kończący przedwcześnie karierę (HIV - podobno wciąż żyje i trenuje).

Gerald McClellan vs Gilbert Baptist - klik

vacant IBF middleweight title - 22 maja 1993, RFK Stadium, Washington, District of Columbia, USA, Bernard Hopkins (22-1, 14 KO) vs Roy Jones Jr (21-0, 20 KO) L UD 12 - Przebieg tych zawodów znamy mniej więcej wszyscy. Oboje zaliczyli skok jakościowy wobec swoich dotychczasowych rywali, natomiast skok Hopkinsa był skokiem w przepaść. Duch fajtera z Filadelfii szybko się ulotnił w konfrontacji z szybkością i nieprzewidywalnym stylem Jonesa. Hopkins dostał do bramki i dochodził do głosu tylko wtedy, gdy Roy łapał drugi oddech. Skuteczność Bernarda nie co ponad 21 procent. 31 po stronie RJJ, który przecież wyprowadzał ciosy dystansujące Hopkinsa i niektóre z nich nie miały za główne zadanie trafiać rywala. Na środku ringu? B-Hop jak dziecko, bezradny. Na linach już lepiej, bo tam zdarzało się Royowi, jak to miał w zwyczaju, tracić koncentracje. Pierwsza dwunastka Roya. Miał problemy ze zmieszczeniem się w limicie 160, mimo zapowiedzi, że zostaje w MW to przeszedł do 168.

Koniec części pierwszej


Posty: 82
Dołączył(a): 5 cze 2013, o 20:37

2 lip 2013, o 22:24
USBA middleweight title - - 3 sierpnia, 1993 r. Riviera Hotel & Casino, Las Vegas, Nevada, USA. Bernard Hopkins (22-2, 16 KO) vs Roy Ritchie (14-0-3, 8 KO) - W TKO 7

W tym przypadku rozmiar rywala się zgadza. Ritchie walczył we Francji z journaymanami jako 175, naturalnie był mniejszym LHW.Natomiast w porównaniu z B-Hopem wcale nie wyglądał na dużego, co tylko obrazuje jakim wtedy był Bernard bydlakiem w 160, a do tego należy pamiętać, że Bernard to był praktycznie sam mięsień. Nie widziałem "kariery" Ritchiego we Francji ale pomysł na boksowanie w tym kraju należał do jego trenera i menedżera (w jednej osobie), coś mi mów, że te dwa ostatnie remisy to były mocno... umowne. Hopkins odczuwał mocne uderzenia Roya i miał on swoje momenty ale był zbyt wolny, prosty w obronie, a B-Hop był za szybki i to co nie wchodziło na głowę trafiało na korpus. Ten przeciwnik Hopkinsa był również nie sprawdzony na dłuższym dystansie, tylko raz walczył powyżej 8 rund, w drugiej swej walce, z kelnerem 3-32. Bardzo podobał mi się ten bezpośredni lewy sierpowy na głowę Ritchiego. Siła i szybkość, chociaż rywal to promocyjna bujda na resorach. Roy Ritchie po tej porażcę zakończył przygodę z boksem.

USBA middleweight title - - 23 listopada 1993 r. Blue Horizon, Filadelfia, Pensylwania, USA. Bernard Hopkins (23-2, 17 KO) vs Wendall Hall (15-1, 6 KO) - W TKO 3

Gość dopiero z półtora roku na zawodowym ringu, początkujący journayman, wysoki, długie łapy ale fizycznie słabiutki, zero destrukcji, naturalny 154. Hopkins o ile w walce wcześniejszej z Ritchiem, boksował dość spokojnie tutaj mógł sobie pozwalać dosłownie na wszystko, na dosłowne przejachanie po "chłopaczku" jakby przejechał ciężki czołg po maluchu. Rozumiem, że B-Hop walczył często i nie dałby rady walczyć w takim tempie wciąż z wymagającymi rywalami, ale ten Hall, no obrzydliwstwo.

2 lutego 1994 r. Sands Casino Hotel, Atlantic City, New Jersey, USA. Bernard Hopkins (24-2, 18 KO) vs Melvin Wynn (15-17-1, 8 KO) - W TKO 3

Po "ciężkich" bojach z Ritchiem i Hallem potrzeba było zakontraktować... dostraczyciela zwycięstw. Który swego czasu kelnerował Michalczewskiemu czy też Adamkowi. Wynik wiadomy, swego czasu walkę trudno było dostać, obecnie znajduje się na YT:

http://youtu.be/a7w7k177Sv8

USBA middleweight title - 17 maja 1994 r. Merv Griffin's Resorts, Atlantic City, New Jersey, USA. Bernard Hopkins (25-2, 19 KO) vs Lupe Aquino (46-6-2, 33 KO) - W UD 12

Jego prime przypada na 154 i koniec lat 80-tych to był to zawsze pięściarz surowy, bazujący na kondycji więc z wiekiem atut kondycji nieco tracił na sile. Gość był duży jak na LMW, oczywiście mnejszy od Hopkinsa w 160, bardzo zdyscyplinowany zasłaniający się gardą dlatego też nieco z mniejszym żalem oglądałem jak dostaje do jednej bramki. 31-letni dziadek z racji kiludziesiąciu walk, to był ówcześnie dokładnie poziom tego journaymana, podszywającego się pod Dicka Tigera, z którym walczył po Hopkinsie dwukrotnie.

vacant IBF middleweight title - 17 grudnia 1994, Ruminahui Coliseum, Quito, Ekwador, Bernard Hopkins (26-2, 19 KO) vs Segundo Mercado (18-2, 10 KO) I - D 12

Miła dla oka wojenka. Ale cóż to? Rywal naturalnie ze 160, duży, wysoki i Hopkins ma problem. Bernard walczył na wyjeździe, pewnie chciał nabijać punkty, by trudniej było go oszukać. Mercado powinien być liczony w 3 i 4 rundzie (wyraźnie ranny, być może MINIMALNIE Bernard go ściągnął w dół) ale i bez tego Segundo wylądowałby na deskach. W 4 natomiast ratowały go dolne liny więc chyba również rundę powinien przegrać 10-8. Nokdauny Hopkinsa bez kontrowersji, w wyniku wściekłych wymian Bernard "dał sędzią szansę", by go mogli przekręcić. Mimo wszystko, B-Hop po tej walce sprawiał wrażenie mocno przereklamowanego, przecież Ekwadorczyk to local hero, twardy, brawler, ale jednak ograniczony, nie osiągnął znaczących sukcesów ani przed Bernardem, ani po walkach z nim. Hopkins to był ostatni poważny przeciwnik w jego karierze później wygrał z journaymanem, po czym sam robił za journaymana, aż do 2003 nie wygrywając ani jednej walki.

vacant IBF middleweight title - 29 kwietnia 1995 r. Bernard Hopkins (26-2-1, 19 KO) vs Segundo Mercado II (18-2-1, 10 KO) - W TKO 7

Hopkins w tej walce był bardziej cwany, wciąż był agresywny ale z reguły omijał bójki. Założę się, że połowę power punches Mercado nawet nie widział, zawalczył dokładnie tak jak powinien w ich pierwszej walce i się skończyły dni dobroci dla local hero journaymana rodem z Ekwadoru.

IBF middleweight title - 27 stycznia 1996 r. Coliseum, Fenix, Arizona, USA. Berndard Hopkins (27-2-1, 20 KO) vs Steve Frank (15-2-1, 5 KO) - W TKO 1

Bez historii, "Lionheart" sukcesy odnosił wyłącznie z journaymanami i kelnerami, szybki nokaut. Sędzia nie liczył więc - TKO (podobnie jak w przypadku Czakijew-Włodarczyk). Nr 9 na liście rankingowej IBF.

IBF middleweight title - MGM Grand, Las Vegas, Nevada, USA. Bernard Hopkins (28-2-1, 21 KO) Joey Lipsey (25-0, 20 KO) - W KO 4

Zwycięstwo nad Lipseyem jest uważane za jedno z największych w karierze B-Hopa: http://articles.philly.com/2011-05-16/s ... i-takehara. Mam mieszane uczucia, niestety nigdzie nie mogłem odnaleźć wcześniejszych pojedynków Joeyego więc wiem o nim tyle, że był to nr 1 IBF w 160, miał opinię niebezpiecznego brawlera, a w dodatku punchera. Ja mam podejrzenie, że jego kariera była prowadzona bardzo ostrożnie do momentu walki z Hopkinsem. Z tych wszystkich nazwisk w jego karierze kojarzę Derricka James, który kończył karierę jako cruiser, a gdy walczył z Lipseyem miał zaledwie 22 lata. Trice to zawodnik przynajmniej ze 147, podobnie Rollon. Wygląda na to, że dla zielonego, niesprawdzonego Joeyego B-Hop faktycznie mógł okazać się puncherem i biedny zderzył się ze ścianą. Ponadto warto odnotować, że Hopkins, po przygodach z Mercado, zrobił znaczący postęp w radzeniu sobie z pressingiem (vide Gilbert Baptist).

IBF middleweight title - 16 lipca 1996 r. MGM Grand, Las Vegas, Nevada, USA. Bernard Hopkins (29-2-1, 22 KO) vs Bo James (20-6-1, 12 KO) - W TKO 11

Kolejny zawodnik z pierwszej piętnastki IBF, styl boxer, nie grzeszył silnym uderzeniem, za to dopiero pierwszy raz przerwócił się na zawodowych ringach więc szklanki raczej nie miał. Walka bez historii, James to był średniak, technik ale o dwie klasy gorszy niż B-Hop, w dodatku podobno walczył z kontuzją żebra, a Hopkins zachęcany przez trenera brutelnie inwestował w bodypunches.

IBF middleweight title - 19 kwietnia 1997 r. Memorial Auditorium, Shreveport, Luizjana, USA. Bernard Hopkins (30-2-1, 23 KO) vs John David Jackson (35-2, 19 KO) - W TKO 7

Kolejna obrona tytułu, tym razem ze sparingpartnerem od mańkutów. Jackson i Hopkins znali się bardzo dobrze z sali treningowej. Jackson to był mistrzowski poziom gry, dwukrotny mistrz świata, w 154 i w 160 po walce z Reggim Johnsonem: http://www.youtube.com/results?search_q ... eTVeODgPtE
Szerszej znany po walce z Castro, gdzie wystawił się na cios i został znokautowany. Walka roku 1994. W sumie to trzeci tytuł miałby w kieszeni, gdyby nie chciał za wszelką cenę znokautować Argentyńczyka ale z drugiej strony wyśmiać należy opinie, że Castro wygrał to fartownym ciosem (gdzie dokładnie wykorzystał błąd JDJ), no chyba, żeby tego fartu doszukiwać się w głupocie Johna. Tak czy inaczej nokaut był brutalny i najprawdopodobniej zakończył poważną karierę Jacksona. O ile fizycznie nie można mówić o promocji, to już o rozbiciu jak najbardziej. Na pewno był już po drugiej stronie rzeki jeżeli po FOTY walczy się z journaymanami wyłącznie i do tego przegrywa (Ramadan, na Florydzie)... Nie wiem kto w tym czasie bił mocniej, Hopkins czy Castro ale wiem, że w pierwszej walce z Jorge ładował Amerykaninowi poważne sierpy wprost na szczękę i JDJ nie był nawet ranny. Boxer, technik, śliski, no po nim spodziewałem się mimo wszystko lepszego występu.Tymczasem został całkowicie zdominowany przez Bernarda, a po paru minutach w miarę spokojnego boksu, zaczął klinczować, podnosić Hopkinsa, nawiasem mówiąc jak prawdziwy dżentelmen, bo nie rzucił nim o deski, a przytrzymał w powietrzy, i jego zawody były pozbawione wiary w osteteczny sukces. Obecnie trener Kowaliewa i chyba Kimbo Slice'a.

http://www.eastsideboxing.com/2013/john ... ght-night/

IBF middleweight title - 20 lipca 1997 r. Fantasy Springs Casino, Indio, Kalifornia, USA. Bernard Hopkins (31-2-1, 24 KO) vs Glen Johnson (32-0, 22 KO) - W TKO 11

Krótko. Johnson został zbity przez B-Hopa. Hopkins był starszy, bardziej doświadczony na poziomie pierwszej ligi dywizji, pogromcą drugoligowców i średniaków, a ponadto z 5 lat dłużej boksował na ringach zawodowych. Dla Glena wyzwania miały dopiero nadejść, podobnie jak styl, z którego znamy go z późniejszych pojedynków. W 1997 Glen walczył z Hopkinsem zza jabu, czasami próbował bić na korpus ale Bernard był szybszy, skuteczniejszy, silniejszy i bardzo destrukcyjny. Johnson wspominał, że to była najtrudniejsza walka w jego karierze (obok Ottke) i zawsze chciał rewanżu z B-Hopem, szkoda, że się tego nie doczekaliśmy. Jeśli chodzi o mnie to najchętniej w 175 gdzieś tak w 2006 r.

Koniec części drugiej

Powrót do Z cygarem o boksie



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron